Jak zacząć ? Najlepiej od początku. Przecież mam rodzinny album ze zdjęciami, który w przeszłości był wielokrotnie oglądany i komentowany. No to pierwsza strona!

To co jest pewne to, że się urodziłem. Mam też na to dowody. Zdjęcia w beciku, zdjęcie ze chrzcin, zdjęcie na golaska. Z tym ostatnim to jako młodzieniec miałem największy ambaras. Przy wizycie koleżanek mojej mamy, rodziny czy innych znajomych odbywało się uroczyste przeglądanie albumu ze zdjęciami, a tam ... na pierwszej stronie ja bezwstydnie nagi. Protoplasta ostatniej sceny w "Sexmisji". Wtedy też się zaczynało, znaczy córeczki tych pań lub koleżanki ze szkoły chichotały zakrywając buzię, potrafiły rzucić też komentarz

...oj jaki on maluśki,

Oczywiście moja mama stawała  w obronie nieświadoma komentarza 

...wcale nie był taki maluśki, był dużym niemowlakiem jak go urodziłam, ba nawet bardzo dużym ważył.... itd. 

Rozmowa trwała, a ja cały czerwieniałem. Tylko jedna myśl była w głowie - przerzućcie w końcu tą stronę. 

   

No nareszcie.  A na następnej stronie ja z wieeeelkim guzem na czole. Podlewam z zapałem grządki w domu gdzie mieszkaliśmy. Guz był wynikiem sturlania się po schodach z pierwszego piętra na parter. Gdzieś się spieszyłem, nóżki się zaplątały no i było bęc. Skończył się tylko wielkim guzem i drobnymi otarciami w  przeciwieństwie do niewinnego zsunięcia się z tapczanu (z wysokości 50 cm) kiedy to złamałem obojczyk. Były jeszcze upadki z drzewa, na rowerze no i wstydliwa sprawa. Z bratem ciotecznym Stasiem w Stanisławowie chadzaliśmy po drzewach. Miał on tam takie swoje kryjówki i wyobraźcie sobie pewnego razu spodenki zahaczyły o konar i wisiałem na drzewie jak szyszka lub niedojrzały owoc. Nie pamiętam, czy brat pękał wtedy ze śmiechu ale do dziś mam w pamięci mocne ręce wójka Gabka, który wszedł po drabinie i uratował mój honor zdejmując mnie. Dobrze, że nikt wtedy nie wpadł na pomysł - dajcie komórkę, zrobimy fotkę i wrzucimy na facebooka. Dopiero bym miał za swoje.

A na następnej stronie ja z koleżanką na rowerze. Ja już od najmłodszych lat wiedziałem na co lecą dziewczyny. Oprócz uroku osobistego, intelektu ważna jest też motoryzacja. Niestety nie pamiętam nawet imienia tej damy. Chyba nasz romans nie trwał za długo.

A tu zdjęcia z komunii. Pamiętam co dostałem; rower, zegarek i aparat fotograficzny AMI. Zdjęcie robione tym aparatem. Dla młodzieży co nie wie - były kiedyś takie aparaty "cyfrowe" tylko zamiast karty pamięci wkładało się szpulkę z taśmą i .... pstryk. Wywołanie zajmowało trochę czasu bo zgranie było u fotografa. Można było też samem wywołać, czyli zabawa w kuwecie i w ciemni. Taką zabawę uskuteczniał mój braciszek Staś. Ile z tego było przyjemności i emocji. Obrazki pokazywały się stopniowo. Człowiek uczył się chemii. Światło czerwonej żarówki. Nastrojowy półmrok, można było zaprosić koleżankę z klasy na wspólne wywoływanie filmu.

A co do koleżanek to na zdjęciu po prawej stronie jest kolejna moja "miłość" Niuńka. Pamiętam, że mieszkała w sąsiednim domu - chyba na pierwszym piętrze. Znaliśmy się do czasy kiedy budynek zburzyli i gdzieś zniknęła w czeluściach nowego osiedla na Bródnie. 

Tutaj muszę wyjaśnić obecność innych dam. Jeszcze nie daj boże ktoś pomyśli, że ja to taki ....  Pozostałe dwie to siostry cioteczne Bogusia i Danusi  - starsze o 2 i 4 lata, a ta trzecia to chyba córka p. Halinki koleżanki mojej mamy Jolka, też starsza o kilka lat. Z Jolą i Danusią, żadnych przygód nie pamiętam, po prostu dla nich byłem dzieciak. Za to z Bogusią, ... dziś mogę to napisać. O mało co z dymem nie puściliśmy okolicy, bo zabudowa była drewniana. Dzieciaki bawiły się zapałkami i patrzyły jak fajnie pali się trawka. W końcu ogień buchnął na całego. Mieliśmy pietra. Na szczęście trawa jakoś się wypaliła, nam udało się dogasić i tylko strach przed laniem pozostał oprócz poparzonych dłoni.  Dorośli później chodzili i kręcili głową, co za szczęście że się samo ugasiło, no od czego to się tak zajęło.

Dzieciństwo biegło w cudownym otoczeniu domu państwa Surgiewiczów. Mieszkaliśmy na pierwszym piętrze w drewnianej willi. Dookoła był wspaniały ogród z drzwami owocowymi, po domu pnęły się winogrona różnych rodzajów, a przed oknem rosły dwa dorodne orzechy. Z tego co pamiętam to, że właścicele byli cudownymi ludźmi. Starszy pan pracował kiedyś na kolej - może był maszynistą parowozu, a jego żonie udało się zaszczepić we mnie pociąg do literatury. Pamiętam, że w zależności ile miałem lat zapraszała mnie do siebie i ze wspaniałej biblioteki wyjmowała książkę i zachęcała do przeczytania. Przed lekturami w szkokle połknąłem Iliadę, Pana Tadeusza, Trylogię Sienkiewicza i inne dzieła. Później w szkole dziwiłem się, ze to co było faine u Pani z dołu, to wzbudzało jakieś opory w  szkole. Myślę, że była ona wspaniałym człowiekiem i pedagogiem. Potrafiła trudne tematy ubrać tak, ze się chciało.

Była też i szkoła podstawowa A tam bal i ja przebrany za bociana. Oj nie był to za dobry pomysł mojej mamy, ten dziób mi przeszkadzał. Chyba grałem wtedy w sztuce żurawia. Tylko, która z koleżanek była czaplą i mnie nie chciała. Nie pamiętam. Pamiętam zaś, że podobała mi się Ela, Ewa, Ania, Kasia... ale czułem też respekt i straszną bojaźń przed Lucyną.

Wspominam dobrze dwie, a raczej trzy nauczycielki oprócz naszej wychowawczyni. Zacznę od tej, którą muszę mając dzisiejsze doświadczenie przeprosić i jej podziękować. Była dyrektorem szkoły i prowadziała język polski. Najczęstsze moje oceny to dwóje i tróje na szynach. Pani Żięcina załamywała ręce nademną. Prosiła, błagała, straszyła - no i wyszło na to, że miała rację, przecież chodzi o to, żeby język giętki przekazał to co myśli głowa. Zresztą podobny ból miał ze mną w szkole średniej mój polonista Maciek. Na szczęsście dzisiaj jest komputer, korektor błędów i w części po sprawie.

Druga to pani od chemii. Nauczycielka starej przedwojennej szkoły. Szacunek za metodologię nauczania. To czego nauczyła mnie w podstawówce wystarczyło z nawiązką w szkole średniej.

Ostatnia pani to nauczycielka od matematyki. Młoda, fajna, chodziła w obcisłych dżinsach, przyszłą do szkoły bezpośrednio po studiach. Nic więcej nie będę pisał no może to, że lubiłem te lekcję i chadzałem też na zajęcia dodatkow kółka matematycznego. Startowałem też w Olimpiadzie matematycznej ale gdzieś w kolejnym etapie - chyba Warszawskim przepadłem.

W szole podstawowej oprócz nauki była też i rozrywka. Na zdjęciu to ja - tak to ja. Grałem na akordeonie w zespole. Prowadzoił nas pan Pasiak. Zdjęcie chyba jest z nadania szkole imienia Bronisława Linkego. Występy były w kinie  Świt a później na boisku sportowym przy szkole. Fałszowaliśmy okrutnie. Dobrze, że jeden z kolegów był pasjonatem gry na akordeonie i głównie było słychać jego instrument.

A czy było coś ciekawego w szkole średniej. Mogę pochwalić się zdjęciem jak dźwigam sztandar szkoły. Niestety nie pamiętam z jakiej okazji. Nie pamiętam też kto był wtedy przy mnie. A koleżanki. Po latach jak się potkaliśmy to miło wspominaliśmy swoje towarzystwo, chociaż utkwiłem im w pamięci jako ten kolega, który udzielał korepetycji z matematyki.

Koniec szkoły średniej i studia - ale to już kiedy indziej bo właściwie to już za dużo - miało być kilka zdań a wyszło jak zwykle. Po prostu rozgadałem się (rozpisałem). 

Wchodząc na strony www.palutkiewicz.pl wyrażają Państwo zgodę na umieszczanie na komputerze danych w postaci plików tzw. cookies, Pozwali to nam na automatyczne rozpoznanie Państwa komputera podczas następnego wejścia na strony www.palutkiewicz.pl. Pliki cookies pozwolą przykładowo zachować hasło lub wygląd witryny zgodny z upodobaniami bez konieczności dokonywania czynności od początku każdorazowo. Pliki cookies mogą też być wykorzystywane przez współpracujących z nami reklamodawców, a także przez narzędzie Google Analytics, które jest przez nas wykorzystywane do zbierania statystyk. W przypadku braku zgody z Państwa strony na otrzymywanie cookies a chęci korzystania ze stron www.palutkiewicz.pl należy zmienić konfigurację przeglądarki internetowej w taki sposób by blokowała lub usuwała pliki tego typu, lub ostrzegała za każdym razem przed ich zapisaniem. Możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko »